Historia powstania Plant.

   Jak wiadomo, Kraków był otoczony podwójnym murem i obstawiony dookoła basztami. Przestrzeń zewnętrzna około murów, która oddzielała miasto od przedmieść była to okolica niedostępna, zasypana górami śmieci, błota i rumowiska, wywożonemi z miasta i sypanemi bez ładu, zarosła lasem ostów, pokrzyw, szaleju, psiego mlecza, przerżnięta w różnym kierunku bagnistymi i śmierdzącymi ściekami nieczystości, spływającymi z miasta, skąd rozchodził się nieznośny smród, osobliwie w czasie upałów letnich, tak że tam trudno było zapuścić kroki; a szczególniej też taką była zachodnia. Obejdę tu porządkiem całe miasto wokoło, zaczynając od zamku.

Przestrzeń od bramy pobocznej do bramy Wiślnej. Tylko wąską drożyną można było przejść i przejechać od bramy pobocznej pod samym Wawelem do bramy Wiślnej. Cała ta przestrzeń koło murów zasypana była śmieciami i rumowiskiem, z których formalnie usypane były Tatry. W dołach zaś pomiędzy temi zalegała smrodliwa gnojówka, a na brzegach rosły zielska, badyle i chwasty, które formowały prawie jak młody las, który się opuścił po kilkoletnim wyrębie dawnego.
   Mury miejskie w tej okolicy były w kilku miejscach wyszczerbione, a mianowicie około ogrodu ks. Karmelitów u św. Michała. Baszty również tu były w stanie opuszczonym i dachy na nich zapadłe (pokrycie dachówkowe); zgoła wszystko okazywało zewnątrz, a jakim stanie upadku musiało być miasto wewnątrz.
Przy zakładaniu w tym miejscu przechadzek koło miasta w r. 1820 dla wyprostowania linii z ogrodem OO. Franciszkanów ucięto kawałek ogrodu św. Michała i ogródków kanonicznych i wyprowadzono nowy mur.

Od bramy Wiślnej do furtki Szewskiej. Przy samej bramie Wiślnej, prawie dotykając do niej, był dość szeroki rów napełniony plugastwem w stanie gęstej cieczy, który wyziewem swym zatruwał całą powierzchnię, a z tego smrodliwego strumienia wydobywał się bańkami gaz błotny odrażającego fetoru, które okrywały całą jego powierzchnię. Za tym rowem pod kościołem św. Norberta był kawałek ornego gruntu, który zasiewano prosem itp. tu gdzie teraz jest piękna trawiasta przestrzeń. Dalej ku furtce Szewskiej były jeszcze ślady dawnych fos, lecz te już były śmieciami i gruzem murowym prawie jak zasypane. Wzdłuż całej tej przestrzeni rosły osty i chwasty. (Nasypiska śmieci około furtki św. Anny musiały być wielkie od dawna, gdyż już w r. 1614 czytam w dawnych spisach do podatku szos: "domek nowy przy furtce na śmieciach Marcina, ślusarza").

Od furtki Szewskiej do brały Sławkowskiej.Tu już wyraźniej widać było dawne fosy, w których miejscami rosła trawa i tam pasło się bydło. W zimie zaś, gdy wody z jesiennych ulew zamarzły, bywały tam wyborne ślizgawki gdzie szczególniej w niedzielę popołudniu, chłopcy od szewców, krawców i inne uliczniki, w odwecie za całotygodniową pokutę przy warsztatach ślizgali się i spuszczali z górek na małych saneczkach do dawnych fos, a gdy jeden drugiemu psotliwie saneczki wykręcił lub go na ślizgawce popchnął, przewracało się bractwo, uderzało łbem o lód, potem szli w załebki, rozdali sobie po kilka buchańców, kułaków, co wszystko jakoby na psie przylepił (przysłowie ludu krakowskiego) i wracali do swawoli.
  Tu za kościołem OO. Reformatów było nasypisko ziemne, czyli ów niedokończony Rondel, który Moskale w czasie Konfederacyi Barskiej, zajmując Kraków, zaczęli sypać dla lepszej obrony miasta a to przymuszając krakowian do roboty.
  Tu także w dawnych czasach stał rurmuz, rurhauz, który, czerpiąc wodę z Rudawy za pomocą koła z konewkami, dostarczał ją do wszystkich wodociągów w ulicach i domach krakowskich, lecz już żadnego nie pozostało po nim śladu.
  Tę część miasta, jak inne, opasywał mur podwójny, pomiędzy którym, jak wszędzie, były ogrody długie a wąskie, w których były kręgielnie i szynkowano piwo. Stały jeszcze także baszty, które potem w r. 1813 do 1815 magistrat krakowski sprzedawał prywatnym na materiał.

Od Sławkowskiej do Floryańskiej bramy. Przestrzeń ta niewielka od bramy jednej do drugiej. Tu była głęboka fosa murowana kamieniem, i ta była najlepiej zakonserwowana. Szła ta fosa około samego arsenału miejskiego dotąd stojącego, i broniły tu przystępu strzelnice z tegoż arsenału, które jeszcze dotąd widać, a gdzie się kończył gmach arsenału, tam się poczynał mur pojedynczy, stojący dotąd ku bramie Floryańskiej, wszystko naprzeciw Kleparza.

Od bramy Floryańskiej do furtki Mikołajskiej. W przestrzeni tej były najlepiej dochowane dawne fortyfikacye miasta, fosa, dwa mury i baszty.
  Sama brama Floryańska otoczona była głęboką fosą, z ciosowego kamienia murowaną, a to z zewnątrz od Kleparza. Przez tę fosę był w XVI i XVII wieku most zwodzony; jako i we wszystkich bramach. Tę fosę zasypano przy zakładaniu plantacyi. (W tem miejscu roboty około uporządkowania plantacyi odbywały się r. 1822).
Od samej bramy Floryańskiej ku Mikołajskiej furtce pomiędzy murami były ogródki; w jednym z nich, do którego wchodziło się z bramy Floryańskiej były kramy prochowe do murów przytknięte, może w liczbie dziesięciu, co było dosyć niebezpieczne sąsiedztwo miastu. Zewnątrz murów była głęboka fosa kamieniem murowana a wzdłuż tej wysypany szeroki wał, który przed założeniem dzisiejszych przechadzek był głównym i jedynym punktem spacerów krakowskich. Wieczorem lub w święto zgromadzała się tam cała publiczność krakowska chodząc od bramy do furtki i na powrót po tym wale.
  Wielki wiąz, który w tej okolicy na wejściu z ulicy Szpitalnej stoi w okrągłym dole, już wówczas rósł w samej fosie.
W furtce Mikołajskiej był murowany rondel czyli baterya dość wysoka; a zapomniałem dodać wyżej, że przy Sławkowskiej bramie była takaż baterya czyli punkt wystepujący, z którego można było bronić z dwóch stron przystępu do miasta tj. od zachodu i północy. W murze tej fortyfikacyi była tablica z napisem ku czci Janowi Sobieskiemu.
  Wewnątrz furtki Mikołajskiej był wchód do ogrodu między murami, gdzie była urządzona strzelnica (zwano ją Celestat), w której przed rozbiorem Polski krakowianie strzelali do kurka. Na samym wnijściu był domek z salą niewielką na piętrze urządzoną, oraz z galeryą, z której strzelanie do tarczy lub kurka odbywało się.
Kiedy zasypywano fosę pomiędzy bramą Floryańską a furtką Mikołajską, tak wielkiej ilości ziemi potrzebowano, że musiano tysiące fur sprowadzać jej skądinąd. I tak wożono piasek ze Starej Wisły, zbierano wszelkie nierówności, wysokości naokoło; w Kleparzu poniżano znacznie powierzchni, a gdy zebrano ogromne warstwy błota, pokazały się dwa lub trzy bruki, jeden pod drugim, które pod odwiecznym błotem ukryte były.

Od Mikołajskiej furtki do Nowej bramy. Tu był także wał otaczający fosę, a w tej kałuża i błoto smrodliwe. Wał był nizki lecz szeroki, bo go codziennie rozszerzano blotem, wywożonem z ulic krakowskich. Mury klasztoru na Gródku, baszty i mur miejski broniły z tej strony miasta.

Od Nowej do Grodzkiej bramy. Tu za kościołem św. Trójcy mur i baszty. Dalej około kościoła św. Józefa i za kościołem śś. Piotra i Pawła już tylko był mur bez baszt, które tu dawniej stojąc podupadały. Okolica tu była pusta, błotna, w nieładzie, a rowy napełnione gnijącemi nieczystościami. Miejsce to mało było uczęszczane i tylko wiodła tędy wązka drożyna około łąki św. Sebastyana, którą jeżdżono od bramy Grodzkiej ku Wesołej i Kleparzowi.

  Taki to był wówczas stan tej przestrzeni, oddzielającej miasto od przedmieść, który obrażał oczy, a smrodliwe wyziewy zarażające powietrze były nieznośnymi dla nosa.
Jeszcze przybyło do tego niemiłego widoku, kiedy za czasów austryackich i ks. warszawskiego zaczęto rozwalać mury i baszty, a porujnowawszy je, nigdzie porządnie miejsca nie zarównano. W murach wyłamywano szczerby, rozwalając je tylko kawałkami, i można było mniemać, że to są wyłomy przez nieprzyjacielskie armaty zrobione, któremi się chciano do wewnątrz wedrzeć i miasto szturmem odebrać.

Założenie plantacyi.

  Dopiero od owej epoki, kiedy kongres wiedeński, pracując w ciężkim porodzie przy pomocy mnóstwa akuszerów, dyplomatów, poronił Rzczplitą krakowską, czyli wolne, niepodległe i ściśle neutralne miasto Kraków z okręgiem (co jest wyraźną farsą, bo ani jest, ani było wolne, ani niepodległe, ani neutralne) utworzenie tej małej udzielnej krainy w tem przynajmniej było sprzyjającem miastu Kraków, że rząd Rzczplitej, mając własne swoje dochody, był w stanie wyznaczać corocznie na sejmach jakieś fundusze na wydatek około upięknienia i uporządkowania przestrzeni tyle razy wspomnianej, tj. na zasypanie dawnych fos i dołów, zrównanie nasypisk, założenie tych pięknych przechadzek naokoło i wysadzenie tychże drzewami, a najwięcej topolami i kasztanami, akacyą, a gdzieniegdzie lipami i klonami. Z początku roboty około tego szły trochę niezręcznie i z uronionym nieraz kosztem, kiedy nie umiejąc sobie zaradzić, to, co dziś było zrobione, jutro przerabiano; ale potem nauczono sie lepiej i roboty szły porządniej. (Np. drzewa stojące dziś rzędami na równinach około pałacu biskupa krakowskiego ku zachodowi, posadzone zostały na wiosnę r. 1822 ale już i dawniej była sadzone tam akacye, lecz te jako z planem nie kwadrujące wykopano).
  Kiedy sadzono drzewa na plantacyach, musiano podsypywać pod każde drzewo jakąś ilość ziemi urodzajnej, bo całe te przestrzenie usypane są z rumowiska, w którem drzewa róść by nie mogły. A powierzchnię tego nasypiska przykrywano darnią, gdyż inaczej nie byłaby się puściła drobna trawa, tylko chwasty. Jednak mimo jałowości gruntu przecież się drzewa dobrze przyjęły i do znacznej grubości urosły. Darń przywożono z Błonia czyli z pastwisk miejskich.
  W tem miejscu należy oddać cześć i wymierzyć sprawiedliwość zasłudze Floryana Straszewskiego, dawniej posiadacza dóbr ziemskich, a potem osiadłego na spokojne życie w Krakowie. Mąż pomieniony z nieporównaną gorliwością podjął się kierować robotami około upięknienia miasta, a to w zupełnej bezinteresowności i bez żadnej nagrody ni pensyi. Jakoż zadaniu temu odpowiedział najdokładniej: od rana do wieczora siedział przy mnóstwie pracujących robotników, rozwożących ziemię taczkami i zachęcał ich małym datkiem z własnej kieszeni do popędu w robocie. Poświęcał się temu zatrudnieniu lat przeszło 20, a nawet jeszcze i teraz (r.1840) z równą zajmuje się tem gorliwością, kiedy przez przyczynienie jeszcze jednej ulicy do przechadzki na Nowym Świecie, plantacye w tem miejscu w r. 1838 do 1839 rozszerzone zostały. Nawet i fundusz na porządne w następnych czasach utrzymanie tychże przechadzek (plantacyi) przeznaczył, lokując hipotecznie na ten cel na dobrach hrabstwa Tenczyńskiego tu w okręgu zł. pol. 60 tysięcy, od których po jego śmierci prowizya na to obracaną będzie tem bardziej, że jest bezdzietnym.
  Całą nagrodą, która go za to poświęcenie się spotkała, jest uchwała sejmy Rzczplitej krakowskiej, wskutek której senat Rzczplitej kazał w mennicy warszawskiej wybić medal ku czci i pamiątce jego ze stosownym napisem i jego popiersiem; który to napis o tej cnocie obywatelskiej szanownego Straszewskiego najpóźniejszym pokoleniom świadczyć i ją za wzór wystawiać będzie.

  Koszt na uporządkowanie miejsc około dawnych murów Krakowa, oraz i na założenie plantacyi, przez blisko 20 lat łożony, wynosi kwotę przeszło 200.000 zł., który to wydatek z dochodów ogólnych krajowych Rzczplitej krakowskiej czyniony był.

 

Ścinanie topoli na plantacyach.

  Jeszcze u nas dotąd niezbyt dokuczał niedostatek opału, lecz teraz wzrasta on z każdym rokiem i niedługo okaże się bardzo uciążliwym. Godziłoby się, aby rząd krakowski troskliwą na to zwrócił baczność, aby wszelkie bezużyteczne przestrzenie około lub w pobliżu miasta drzewem szybko rosnącym, topolami, akacyami, wierzbą zaplantowane były.
  Posadzone małe topolki około drogi bieżącej przez Nowy Świat około 20 lat temu już teraz do znakomitej przyszły miąższości. W zimie roku 1840-1841, gdy tak z zamiaru wypadło, wycięto w tem miejscu topole (zwane włoskiemi), z których wiele miały w ziemi średnicy łokieć jeden, a były bardzo wysmukłe i wąskie, zatem każda winna dać sporo opału i nie małą da korzyść. Jeszcze mnóstwo takich topoli około całego miasta wycechowanych jest na ścięcie, co winnoby zachęcić aby to sporo bujające drzewo, gdzie tylko się da, sadzić, rozmnażać i niedostatkowi materyału palnego zapobiegać.
  Na przestrzeni pomiędzy ulicami Sławkowską i Mikołajską nacechowane jest około 200 sztuk topoli do wycięcia, a każda topola da najmniej siągę opału.
  W części plantacyi pomiędzy Floryańską a Mikołajską ulicą bardzo wiele topoli urzniętych zostało równo, przeszło na łokieć wysokości od ziemi, z czego uformowane są naturalne stołki dla spoczynku spacerujących. Dobry to wcale pomysł, bo takiego stołka nikt z miejsca nie ruszy, ani też nie ukradnie, a tego zataić nie mogę, że pospólstwo nasze jeszcze nie zna granicy między mojem i twojem, a szczególniej też nie szanuje własności publicznej. Kół wyjąć, drzewko złamać, ławę lub poręcz zabrać, nie ma sobie za skrupuł.
  W miesiącu listopadzie r. 1841 zaczęto ścinać i wyrąbywać topole na plantacyach, których na przestrzeni od ulicy Sławkowskiej do ulicy Wiślnej wycechowano do ścięcia sztuk dwieście. Sadzono je po obu stronach chodnika naprzemian z kasztanami, a że te znacznie także podrosły, więc topole, jako przeszkadzające im do dalszego wzrostu, z miejsca im ustąpić skazane były; i ten to nielitościwy wyrok wykonywa ostra siekiera. Topole rąbać będą na siągi, a te w magazynie opału w ogrodach królewskich będą złożone na sprzedaż, a to na dochód skarbu Rzeczypospolitej krakowskiej. (Sprzedawano siągę za zł. pol. 14)

_________________________________________________________________

Planty na starej widokówce


Widokówka z 1899 roku


Widokówka z 1906 roku


Widokówki z 1915 roku


Widokówka z 1916 roku