Początki miasta

 Najdawniejsze wiadomości o starym Krakowie od obcych czerpiemy pisarzy. Są nimi : arabski pisarz Abu Obaid al. Bekri, żyjący w Kordowie w r. 1066, a względnie tego źródło, Ibrahim-ibn-Jakub, Izraelita, żyjący około roku 962 za czasów Ottona. I, oraz czeski kronikarz Kuźma (Costnas).
 Wedle relacyi al-Bekrego istniało za czasów panowania naszego Mieszka Ziemomysłowicza, a zatem w drugiej połowie X wieku, czterech królów w Słowiańszczyznie: jednym był król Bułgarów, drugim Bolesław król Pragi, Boemii i Krakowa, trzecim Mieszek, król północny (polski), czwartym wreszcie Nakun, król na najdalszym Zachodzie.
 Tym więc sposobem za czasów naszego Mieszka Ziemomysłowicza, ojca Bolesława Chrobrego, Kraków należał do Bolesława króla czeskiego, czyli do Czech.
 Mówi dalej Ibrahim-ibn Jakub u al-Bekrego, że w kraju króla Bolesława jest od Pragi do miasta Krakowa trzy niedziele drogi; niemniej, że do Pragi przychodzą z Krakowa Rusy i Słowianie z swemi towarami.
 Z tej relacyi Ibrahima-ibu-Jakuba nie dowiadujemy się właściwie nie nowego, czegobyśmy już dawniej nic byli wiedzieli.
 W szczególności już kronikarz czeski Kuźma praski opowiada w kronice swej pod rokiem 999, że w tym roku książę polski (którego Kużma mylnie Mieszkiem nazywa, był nim bowiem już wówczas Bolesław Chrobry), podstępem zdobył Kraków na Czechach: Jeśli zatem Kraków był jeszcze w r. 999 w posiadaniu Czechów, to był nim niewątpliwie już i za czasów Mieszka Ziemomysłowicza, który dopiero w r. 992 umiera, a gdy Kużma nie wspomina wcale, aby Czesi poprzód kiedykolwiek Kraków na Polakach zdobyli, tedy albo Kraków nigdy przedtem polskim nie tył, lecz powstał odrazu jako gród czeski, albo się to stało tak dawno przed czasami Kuźmy praskiego, iż już o tem zdarzeniu żadna do niego tradycya nie doszła.

 Już więc z Kuźmy praskiego wiedzieliśmy właściwie to, co nam Ibrabim-ibn-Jakub opowiada.

  Ale historycy nasi zbałamuceni bajką naszych kronikarzy, jakoby Krakus książę polski założył Kraków jako stolicy swego państwa, nie mogli żadną miarą zrozumieć, jakim sposobem ta stolica sama bez państwa mogła się dostać w posiadanie Czechów. Poczęli więc podejrzewać wiarogodność wiadomości podanej przez Kuźmę praskiego, co im przyszło tem łatwiej, gdy im al-Bekri zgoła jeszcze znanym nie był. Przypuszczali więc, że wiadomość, podana przez Kuźmę praskiego, opiera się na podrobionym przywileju dla arcybiskupstwa praskiego, jest więc tak, jak i tenże przywilej sam, fałszywą.

 Tego zdania był także Józef Szujski, kiedy się w roku 1878 zabierał po raz pierwszy do redakcyi swej rozprawy pod tytułem „Kraków aż do początków XV. wieku", w którym to czasie al-Bekri nie był jeszcze znanym naszej literaturze. W tym bowiem właśnie dopiero roku wydał uczony rosyjski Kunik, członek Akademii petersburskiej, pracę al-Bekrego w tłumaczeniu rosyjskiem, którą Dr. Wł. Łebiński dopiero w r. 1887 na język polski przełożył. Po pojawieniu się pracy Kunika uwierzył Szujski w wiadomość podaną przez Kuźmę praskiego o zdobyciu Krakowa na Czechach w r. 999.

 A jest ta wiadomość i dlatego pierwszorzędnej wartości, iż rzuca ona, światło na pierwotne położenie starego Krakowa. Już bowiem Szujski poruszył pierwszy myśl, że starego Krakowa szukać należy po prawym brzegu ówczesnego koryta Wisły, że pierwotny Kraków był podgrodziem grodu wzniesionego na Skałce, czyli, że stary Kraków z czasów przed lokacyą na prawie niemieckiem, to późniejsze miasto Kazimirz.

 Owo zdobycie Krakowa przez Bolesława Chrobrego na Czechach potwierdza świetnie domysł Szujskiego.

 Gdyby stary Kraków był podgrodziem podwawelskiem i łączył się z obszarem całej Polski piastowskiej, nie potrafilibyśmy sobie wytłumaczyć, jakimby sposobem mógł takowy dostać się w posiadanie Czechów, gdy tymczasem posiadanie przez Czechów grodu na Skałce, a zatem po prawym brzegu Wisły położonego, wraz jego podgrodziem, doskonale się tłumaczy.

 Cały Śląsk mianowicie należał do państwa wielkomorawskiego, jak tego dowodzą dukaty wielkomorawskiego księcia Rastezy, przed kilku laty w Gorzowie pod Oświęcimem w znacznej liczbie wyorane. Najdalej na wschód położonemi księstwami śląskiemi były księstwa oświęcimskie i zatorskie, które nabyte przez Kazimirza Jagiellończyka i wcielone do Polski, utworzyły tak zwany powiat śląski. Otóż najdalej na wschód wysuniętą parafią powiatu śląskiego był Czernichów, położony nad samą Wisłą, bliziutko Tyńca; ani wątpić przeto, te pierwotnie stanowiła Wisła częściowo przynajmniej wschodnią granicę śląska, a więc i państwa wielkomorawskiego od Polski.

 Tę granicę należało ubezpieczyć grodami, które nad Wisłą tem bardziej potrzebnemi się okazywały, ileże w owych czasach rzeki były najbardziej uczęszczanemi gościńcami handlowemi, grody więc nad rzekami rubieżowemi położone stanowiły zarazem komory celne, skąd płynął główny podówczas dochód monarszy w gotowych pieniądzach.

 Otóż lewy brzeg Wisły naprost Tyńca, który przedstawiał się jako granica Śląska od Polski, ma położenie niskie, niekwalifikujące się wcale pod budowę grodu; natomiast zaraz naprzeciw po prawej stronie Wisły sterczy wspaniała skała tyniecka, jakby stworzona na gród średniowieczny. Na tejto skale tynieckiej przeto wybudowali czyto książęta wielkomorawscy czy też królowie czescy gród rubieżowy po prawym brzegu Wisły.

 Po upadku bowiem państwa wielkomorawskiego Śląsk cały dostał się w spuściźnie Czechom, Wisła przeto w górnym swym biegu stanowiła odtąd granicę pomiędzy Polską a Czechami. Otóż ów gród rubieżowy tyniecki mógł był być zarówno przez księcia wielkomorawskiego, jak i przez którego z królów czeskich wybudowany, co dzisiaj rozstrzygnąć się nie da.

 Oczywiście Tyniec wówczas nazywał się inaczej; nazwa Tyniec bowiem pochodzi od opata Tuniego, kanclerza Bolesława Chrobrego, a prawdopodobnie pierwszego opata klasztoru Benedyktynów w tymże grodzie założonego, któremu Chrobry gród ów na założenie klasztoru nadał.

 Posuwając się od grodu tynieckiego dalej prawym brzegiem Wisły w celu budowy dalszych grodów rubieżowych, natrafiono na skały na Krzemionkach, naprost Zwierzyńca położone. Te skały nie przedstawiały odpowiedniego terenu pod budowę gródka, były bowiem zanadto obszerne, podczas gdy charakterystycznem znamieniem gródków średniowiecznych była ich stosunkowa szczupłość, dozwalająca nawet przy nielicznej załodze skuteczną obronę. Pominięto więc Krzemionki jako niezdatne do budowy gródka i posunięto się dalej prawym brzegiem Wisły, i tu znowu naprost Wawelu, podówczas jeszcze dzikiej skały, trafiono na niewielką skałę czyli Skałkę, bardzo znowu dogodną do wybudowania niewielkiego gródka rubieżowego. Tu więc wybudowano drugi gródek rubieżowy, który od owego założyciela czyli pierwszego grododzierżcy Kraka (oczywiście Czecha lub Wielkomorawianina) wziął nazwę Krakowa. Że bowiem imię Krak jest czysto czeskie a nie polskie, nie ulega żadnej wątpliwości, i gdyby to był Polak, zwałby się prawdopodobnie Krókiem nie Krakiem, a Kraków zwałby się w takim razie Krókowem a nie Krakowem.
 Z tego wynika, że Kraków zawdzięcza założenie swe Wielkomorawianom lub Czechom, że przed przybyciem Czechów w tę okolicę nie istniał wcale jako gród polski, i że nie został nigdy przez Czechów na Polakach zdobyty, lecz że był od samego początku swego i powstał jako gród wielkomorawski lub też czeski. Za tem przemawia silnie także i ten fakt, że przodkowie nasi budowali grody zrazu tylko na rubieżach (granicach) swego kraju, a więc tylko dla obrony przeciw zewnętrznemu nieprzyjacielowi; śródkrajowych zaś grodów nie budowali wcale, gdyż ich nie było potrzeby, albowiem wewnętrzny nieprzyjaciel nie był jeszcze podówczas znany. Tymczasem Kraków dla Polski nie przedstawiał się jako gród rubieżowy, leżał on bowiem tylko na rubieżach od Śląska, a Śląsk to przecież także kraj polski. Mógł więc Kraków powstać jako gród rubieżowy dopiero w chwili, kiedy Śląsk odpadł od Polski i stał się prowincyą zewnętrznego nieprzyjaciela, a zatem najwcześniej dopiero po zagarnieniu Śląska przez państwo wielkomorawskie; że zaś byt zbudowany nie po lewym brzegu Wisły, to jest po brzegu polskim, lecz po brzegu prawym, który podówczas był brzegiem śląskim, to dowód, że powstał nie jako gród rubieżowy polski, ale jako gród rubieżowy śląski, a zatem wybudowany zastał bądź z polecenia książąt wielkomorawskich, bądź królów czeskich.

 Topograficzno-historycznie przedstawia się Kraków jako sadyba odwiecznie ponętna, nad wielką rzeką położona, grupująca się we dwa podgrodzia: tak nazwanego w znaczeniu ściślejszem później Kazimirza około Skałki i miasta około obszerniejszego Wawelu.
 Tradycya o zabiciu św. Stanisława na Skałce; okoliczność, że budowa krypty Św. Leonarda na Wawelu artystycznie wiąże się z końcem XI wieku, a więc z Władysławem Hermanem, którego i historya podaje jako założyciela katedry wawelskiej, kazałaby przypuszczać, że gród na Skałce był pierwotnem ogniskiem Krakowa, za czem między innemi przemawiałby fakt, że znajdował się wraz z najstarszym zabytkiem archeologicznym osady, mogiłą Krakusa, po jednym, prawym brzegu Wisły.
 Trzeba przypuścić, że późniejszy Kazimirz jest prastarym Krakowem. Sam przywilej lokacyjny miasta Kazimirza z r. 1335, przywilej lokacyj nowej świadczy, że lokowane miejsce nie nosiło innego miana, jak miano Krakowa, i było właściwem starem, wskutek lokacyi Bolesława Leszkowicza na drugim brzegu opuszczonem i zaniedbanem miastem. Gdyby je miało, byłby Kazimirz w lokacyi wymienił, że na gruncie tej lub owej osady lokuje miasto. Ale otrzymało nazwę dopiero wtenczas: przywilej od Kazimirza samego nazwał je Kazimirzem. Przedtem było ono Krakowem, starem miastem, nie używającem dobrodziejstwa prawa i lokacyi niemieckiej, był słowiańskiem podgrodziem opuszczonego grodu Skałki. Utwierdza nas w tem przypuszczeniu jeszcze i ta okoliczność, że gdy o początkach kościołów krakowskich przechowały się jakie takie tradycye, ta kościoły przedkazimirzowskie na Kazimirzu toną we mgle czasu. A jest ich trzy w samem mieście: św. Michała na Skałce, zwący się w r. 1326 kościołem św. Stanisława; podwójne probostwo św. Jakuba i Krzysztofa, restaurowane w r. 1462 przez ród Strzemieńczyków, 2) wspomniane w wykazie świętopietrza z r. 1326; kościół św. Wawrzyńca, wedle Pruszcza drewniany kościół Dunina, parafialny w r. 3322; 3) św. Benedykt na Krzemionkach, wspomniany już w r. 1254. Same wezwania, pod jakiemi te kościoły stanęły, wskazywałyby wysoką ich starożytność, za czem i wczesne refundacye (XV. wieku) przemawiają.
 Najbardziej zaś decydującym faktem, dowodzącym, te późniejsze miasto Kazimirz było bezpośrednio przed swą lokacyą na prawie niemieckiem nie osobną jakąś osadą, ale integralną częścią miasta Krakowa, i że wskutek przeniesienia pierwotnej osady Krakowa podczas lokowania onegoż w r. 1257 na prawie niemieckiem, na dzisiejsze miejsce po lewym brzegu Wisły, gdzie kościół parafialny N. P. Maryi dla niej wybudowany został, stało się starem miastem czyli rodzajem przedmieścia Nowego Krakowa, jest wykaz poboru dziesięciny papieskiej z r. 1326. W wykazie tym są kościoły, położone dziś lub niegdyś na Kazimirzu, jak kościół św. Wawrzyńca, kościół św. Jakuba, kościół św. Stanisława na Skałce a nawet kościółek św. Benedykta zaliczone pomiędzy kościoły położone w Krakowie i jego przedmieściach, tak, że n. p. kościół św. Wawrzyńca (niegdy na Kazimirzu istniejący), idzie bezpośrednio po kościele św. Maryi Magdaleny, położonym niegdy przy ulicy grodzkiej; kościół św. Jakuba bezpośrednio po kościele św. Marcina przy tejże ulicy, a kościół św. Stanisława na Skałce pomiędzy kościołami św. Marka i św. Idziego. A więc jeszcze w r. 1326 późniejszy Kazimirz był tylko częścią miasta Krakowa.

 Przyjęcie powyższej hipotezy, upodobnionej przykładem innych miast nad większemi rzekami (Pragi, Wrocławia, Poznania) tłumaczyłoby niejedno w samymże Krakowie.
 Tłumaczyłoby późne stosunkowo pomniki samego miasta, z pomiędzy których kaplica, św. Wojciecha sama jedna sięgałaby czasów najdawniejszych; tłumaczyłoby odsunięcie się Krakowa od dawnej osady i pozostawienie jej, jakoby bez imienia, aż do lokacyi Kazimirza Wielkiego, gdy przecie już przed tą lokacyą nawet mury posiadała. Najstarsza część miasta znalazłaby się po jednym brzegu Wisły z Tyńcem, najstarszą fundacyą benedyktyńską.

 Co się tyczy topografii starego Krakowa, to najświeższa praca Władysława Łuszczkiewicza, zamieszczona w Roczniku Krakowskim Towarzystwa miłośników historyi i zabytków Krakowa, tomie II (1899) pod tytułem: „Najstarszy Kraków na podstawie badania dawnej topografii", daje zupełnie dostateczne w tej mierze wyjaśnienie. Wedle rezultatów tej pracy terytoryum dawnego podwawelskiego Krakowa przedstawiało się jako mokra kotlina, będąca najmniej o 2 1/2 metra niższą od dzisiejszego poziomu miasta. Wśród tej kotliny ciągnął się wzdłuż bagnistego brzegu Wisły jeden ostrów od Wawelu w kierunku północnym, i na tym ostrowiu zasiadły kościoły św. Idziego, św. Marcina, św. Andrzeja, św. Piotra, św. Trójcy czyli późniejszy kościół Dominikański, zaś na ostatnim cyplu tegoż ostrowiu zasiadł później gródek wójta krakowskiego. Oczywiście, że na tym ostrowiu osiadła także pierwotna ludność podgrodzia wawelskiego, dla której kościół św. Trójcy, mniej więcej we środku położony, stanowił jedyny kościół parafialny. Oprócz tego ostrowia widoczne jest znaczniejsze wzniesienie poziomu na północny wschód od Źabikruka, gdzie zasiadły budowle stare i nowe uniwersytetu Jagiellońskiego oraz kościół św. Anny.

 Wreszcie i Kleparz przedstawia dość znaczne wzniesienie nad pierwotny poziom miasta Krakowa.
 Jest wszelkie prawdopodobieństwo, ze na ostatnim cyplu podwawelskiego ostrowia, gdzie później stanął gródek wójtowski, poczęli się osadzać za czasów panowania Leszka Białego koloniści niemieccy.
Przechodząc do właściwych dziejów miasta Krakowa, rozpocząć je należy od wzmiankowanego przez nas już wyżej świadectwa al-Bekrego, które za czasów Mieszka Ziemomysłowicza Kraków do Czech liczy i pod rządy Bolesława czeskiego poddaje. Wiadomość ta rzuca światło wstecz i naprzód; wstecz, bo łącząc Kraków z Czechami, przypuszczać dlań każe dawniejszy wpływ chrześciaństwa na chrobacką dzielnicę; naprzód, bo nadaje cechę prawdy podaniu Kuźmy praskiego, który do roku 999 odnosi zdobycie Krakowa przez Bolesława Chrobrego. Po Bolesławie Chrobrym, Mieszku II i Kazimirzu I śladów nie zostało w szczegółowych dziejach Krakowa w polskich źródłach.

 Obiedwie osady starego Krakowa, tak dawniejsza po prawym brzegu Wisty pod Skałką, jak i późniejsza po lewym brzegu tej rzeki pod Wawelem, przeszły Iokacyę na prawie niemieckiem. Charakterystycznem znamieniem zaś takiego przeniesienia osady polskiej na prawo niemieckie jest, że nowa osada na prawie niemieckiem osadza się zazwyczaj w innem miejscu, a nie w tem samem, gdzie leżała dawna osada na prawie polskiem. Przyczyna tego zjawiska leżała w tem, te nowi osadnicy otrzymywali place pod budowle domów zazwyczaj zadarmo, miejsce więc pod tę nową osadę przeznaczone, musiało pozostawać w swobodnem rozporządzeniu dziedzica i nie mogło być budynkami dawniejszych osadników już zajęte. We wsiach te nowe osady stanowiły zwyczajnie tak zwane wole, jak mamy pod Krakowem Wolę justowską, która się dawniej nazywała Wolą chełmską, gdyż była nową osadą sąsiedniej wsi Chełma na prawie niemieckiem.

Wobec tego ani dzisiejszy Kraków ani dzisiejszy Kazimirz, jako osady na prawie niemieckiem, nie leżą w tem samem miejscu, gdzie leżały pierwotne osady na prawie polskiem, lecz w innych, dawniej nie osiedlonych miejscach. Wobec tego należy pierwotnej starszej osady Krakowa szukać jako podgrodzia bliżej Wawelu, zaś starszej osady miasta Kazimirza bliżej podgrodzia popskałecznego, a wreszcie najstarszej osady Krakowa szukać w myśl al-Bekrego i Kuźmy praskiego po prawym brzegu ówczesnej Wisły, pomiędzy dawnem korytem Wisły a rzeką Wilgą, która niegdyś dzisiejszem nowem korytem Wisły płynęła.

Młodsza osada Krakowa tuliła się na podwawelskim ostrowiu obok kościołów św. Idziego, św. Marcina, św. Andrzeja, S. Piotra i św. Trójcy, a najliczniejszą była zapewne pod kościołem Św. Trójcy jako swym parafialnym, na płaskowzgórzu obszernem, gdzie dziś kościół św. Piotra i budowle sądowe pojezuickie, a gdzie wedle wszelkiego prawdopodobienstwa było założne przez Władysława Łokietka Nowe miasto Kraków w Okole. Obok tej młodszej osady Krakowa, bardziej ku północy w okolicy Gródka, poczęli się oadzać pierwsi koloniści niemieccy, zapewne już za czasów Leszka Białego, silniej wszelako za rządów Henryka Brodatego.

Czy Kraków średniowieczny co do ulic i ukształtowania placów bardzo był odmienny od dzisiejszego?

Chcąc na to pytanie odpowiedzieć, trzeba rozróżnić kilka epok. Lokacja Krakowa w r 1257 na prawie niemieckim nie była początkiem jego ani jako miasta, ani tym mniej jako osady. Osada istniała już przedtem od kilku wieków i co do znaczenia mogła być uważana jako miasto prawdopodobnie na długo przed napadem Mongołów 1241 r. – wszelako co do jej pierwotnego wyglądu nie mamy żadnych wiadomości, możemy tylko snuć domysły i przypuszczenia. Zapewne nie była regularnie zbudowana i rozłożona, a musiała składać się przeważnie z budynków drewnianych, skoro napad ten i wywołany przezeń pożar, mógł ją tak doszczętnie zniszczyć, że okazała się potrzeba założenia jej jako miasto na nowo, tudzież przesunięcia częściowo na nowe miejsce.

Owo przedlokacyjne miasto, jak z różnych poszlak wznosić należy, wąskim pasmem wydłużone, zajmowało grzbiet łańcucha wyniosłości, wzniesionych nad okoliczne moczary, i ciągnęło się zapewne wzdłuż drogi, która prowadziła od północy ku południowi, od wyżyny kleparskiej ku Wiśle i pagórkom Lasoty po drugiej stronie rzeki. Ślady jej znaczyły, jak sądzić wolno, najstarsze kościoły, jedyne świadki i słupy drogowe z epoki przedlokacyjnej.
Za takie drogowskazy uważamy (w początkowym ich założeniu) kościoły: św. Florjana, św. Jana, N.P.Maryi, św. Wojciecha, dominikanów czyli św. Trójcy, WWŚwiętych (zburzony, pomiędzy ul. Grodzką a Magistratem), św. Marcina (dziś zbór ewangelików), św. Andrzeja i św. Idziego. Blisko tej drogi leżały: Wawel i Skałka tworzące osobne osady, a naprost południowego jej końca wznosił się opodal również przedlokacyjny kościółek św.  Benedykta na wzgórzu Lasoty czyli Krzemionek. Być może, iż także i grupy budynków, skupiających się dookoła wyżej wyliczonych kościołów, nie stanowiły jednolitej całości, nieprzerwanego ciągu siedzib ludzkich, lecz były szeregiem osad oddzielonych od siebie nizinami i bagnami. Wiemy np. że za Łokietka jeszcze Kraków właściwy od południa kończył się w okolicy klasztorów dominikanów i franciszkanów, poza którymi wówczas dopiero powstaje i zabudowuje się „nova civitas in Okol”, obejmując także starą, wśród wilgotnych nizin, oazę kościoła św. Andrzeja i łącząc z Krakowem Wawel.

Wyrównywanie nierówności terenu, osuszanie bagnistych miedzy wzgórzami przedziałów, ułatwiło zbliżanie się niejako do siebie tych pojedynczych grup i osad, rozszerzenie się ich granic; ale pamiątką ich pierwotnej odrębności były nie tylko nazwy, lecz i autonomia gminna kilku z nich, która przetrwała bardzo długo; wszak np. Kazimierz i Kleparz za osobne miasta były uważane i aż do końca XVIII w. samodzielnie się rządziły.

Pierwotnie więc miasto przedstawiało kształt wydłużony a wąski, rodzaj ulicy, czy drogi, miejscami więcej, miejscami mniej zabudowanej, albo i całkiem niezabudowanej, gdzieniegdzie odstępującej od kierunku prostego, zaginającej się to w tę to w ową stronę, za zboczeniami od linii prostej grzbietu wyżyny suchszej od nizin okolicznych; ulicy, posiadającej w dodatku kilka odnóg bocznych.

Tę pierwotną fizjognomię Krakowa zmieniła lokacja w 1257 r. Nastąpiła ona po spustoszeniu przez Mongołów, które go niemal zmiotło z powierzchni ziemi. Prócz kościoła św. Andrzeja ostało się wówczas, i to tylko częściowo, zaledwie kilka budynków kościelnych, jako murowanych. Lokacja ta była początkiem uporządkowania miasta, zwłaszcza jego skupienia i zaokrąglenia. Dawniejsze wydłużenie nie odpowiadało zasadom zabudowania miast niemieckich, które sobie za wzór obrano, prócz tego utrudniało obronność. Twierdzą murem obwiedzioną został wprawdzie Kraków dopiero za Leszka Czarnego i Wacława, a więc nie na długo przed r. 1300 i nieco po tej dacie, lecz kształt zwarty, zaokrąglony i obwarowanie tymczasowe fosami i ostrokołami nadano mu w tej już myśli może wcześniej, za Bolesława Wstydliwego. Już wtedy, a przynajmniej jeszcze przed końcem XIII wieku zaznaczyła się celowa działalność inżynierów, którzy dźwigającemu się po klęsce miastu, nakreślili plan dziwnie regularny.

Pierwotny plan Krakowa przypominał formą nieregularne koło. Wewnętrzne zaś rozplanowanie miasta miało układ symetryczno-centralny. Środek miasta tworzy Rynek, prawie kwadratowy. Z każdego jego boku wybiegają po trzy ulice zawsze niemal pod kątem prostym a co ważniejsze, że przecinają boki rynku w równych oddaleniach – to jest w środku i przy końcach, wskutek czego kierunki środkowych ulic: Szewskiej i Siennej, Brackiej i św. Jana – jako leżące na osi – przecinały się niemal w geometrycznym środku Rynku. Inne znowu, skrajne, jak ulica Wiślna i Sławkowska, Szczepańska i Mikołajska leżały na jednej linii. Drobnem odstępstwem od zasady, jaką się kierowano przy wykreślaniu planu Rynku, jest wschodni bok placu, który przecinają dwie ulice tj. Mikołajska i Sienna, trzeciej zaś brak. Następnie wszystkie ulice, wybiegające z Rynku – z wyjątkiem ulicy Brackiej, dochodzą do plantacyi i co druga z nich kończyła się niegdyś bramą forteczną. czyli na jedenaście ulic aż sześć miało bramy, zapisane już w pierwszych latach XIV wieku. Obok tych głównych ulic istniały jeszcze poboczne. Przecinały one pierwsze również pod kątem prostym i nazywały się przecznice. Nazwa ta utrzymała się w ustach ogółu aż po dzisiejsze czasy.

Tak przedstawia się plan Krakowa na pierwszy rzut oka jednak w praktycznem zastosowaniu jest szereg odstępstw spowodowanych lokalnymi warunkami terenu lub też drogami czy budowlami, pochodzącymi z wcześniejszych czasów, z któremi nowy plan musiał się liczyć a w niejednym przypadku do nich stosować. Tak na przykład forma Rynku, zbliżona bardzo do kwadratu, odstępuje w południowo-wschodnim rogu od tej zasady i poszerzając lekko swe boki przyjmuje skośny kierunek ulicy Grodzkiej. Powodem tego była naprzód starsze pochodzenie tejże ulicy, a następnie mała wyniosłość czy wzgórze, na jakim stał kościół św. Wojciecha.

Wschodni bok Rynku przedstawia najwięcej odstępstw od powyższych zasad. I tak brak tu trzeciej ulicy. Jest Mikołajska i Sienna, trzeciej przeciwległej ulicy św. Anny nie można było przeprowadzić gdyż nie pozwalała na to obszerna posesja klasztoru Dominikanów, która była własnością nienaruszalną. Także ulica Bracka, jedyna ze wszystkich, nie dochodziła do murów fortecznych miasta ale charakterystycznym zakrętem skierowana była celowo na bramę kościoła Franciszkanów.

Warto zwrócić jeszcze uwagę na bardzo znamienne rozmieszczenie bram fortecznych, wiodących do miasta. Zasada zamykania brama każdej drugiej ulicy wystąpiła tu wcale dobitnie, chociaż zaszło przy tem pewne odstępstwo. Zaczynając od południa następujące ulice kończyły się bramami: Grodzka, Wiślna, Szewska, Sławkowska, Floryańska; nie miały ich: Bracka, św. Anny, Szczepańska i św. Jana a zatem co dwa przeciwległe sobie boki Rynku, jak wschodni i zachodni, są pod tym względem jednakowo ukształtowane: bramy forteczne w nich wypadają na ulice środkowe, to jest Szewską i Sienną, zaś ulice skrajne tym razem nie maja bram. Tu jednak zachodzi pewne zaprzeczenie tej zasady. Mianowicie ulicę Mikołajską zamyka brama, przy czem ta ulica w ostatniej części jest silnie załamana i w półkole wygięta. Czyli jest tu odstępstwo podwójne, raz co do bramy, powtóre co do załamania kierunku osi. Wszystkie ulice wybiegające z Rynku, z wyjątkiem Brackiej, miały kierunek prostolinijny tak, że już z Rynku można było widzieć bramy i mury forteczne. Kierunek zaś ulicy Mikołajskiej wypadał na środek wzgórka, na którym stał "Gródek" i dlatego nie mogąc go przeciąć musiała go okrążyć w półkole, postępując już śladem dawnej drogi wcześniejszej, skierowanej w stronę pobliskiego kościoła św. Mikołaja i dalszego klasztoru mogilskiego. A więc warunkami terenu i istnieniem wcześniejszych dróg, które już zastała lokacya, zostało spowodowane to wykroczenie przeciw zasadzie zamykania bramą każdej drugiej ulicy.

Bardziej konsekwentnie występuje ta zasada w drugiej parze boków tj. południowym i północnym. Tu bramy wypadają – w przeciwieństwie do poprzedniej pary boków – nie na środkowe ulice, ale na skrajne, czyli po dwie w każdym boku: na Grodzką i Wiślną, na Sławkowską i Floryańską. Powyżej już zauważyłem, że wszystkie ulice, wybiegające z Rynku, dochodziły do murów fortecznych, na miejscu których powstały potem w ubiegłym stuleciu plantacye. Otóż patrząc na dzisiejsze zakończenie ulicy św. Jana przez piękny kościół OO. Pijarów – mógłby mi ktoś zarzucić brak ścisłości. Dlatego zaznaczam, że wspomniany kościół powstał znacznie później, bo w XVIII w. a pierwotnie ulica ta dobiegała murów miejskich, do których przyczepiony był szereg biednych lepianek, bud i małych domków. Ich miejsce później w XVII wieku rozszerzywszy znacznie w stronę Rynku swe parcele zajęła potem posesya zakonu pijarskiego.

Jeszcze ciekawszą i zastanowienia godną jest zasada podziału boków Rynku na jednakową ilość parcel budowlanych. Przeprowadzono ją bardzo konsekwentnie w trzech bokach placu, a ponieważ zaś każdy bok przecięty jest ulicami na dwie części, powstało zatem aż sześć połówek, podzielonych na jednakowa ilość parcel. Czwarty bok Rynku po wschodniej stronie razem z kościołem Maryackim, wykazujący najwięcej nieregularności i do tej zasady także się nie stosował. Zwłaszcza jego druga część, pomiędzy ulicą Sienną a Grodzką, wskutek braku trzeciej ulicy, odpowiadającej ulicy św, Anny, miała więcej parcel niż inne boki. Podstawą podziału była liczba siedem. Na siedem parcel dzielono każdą połówkę i ten podział przeprowadzono w trzech bokach czyli w sześciu połówkach.

Zasadę prostokątności przecięcia ulic przeprowadzono w układzie miasta bardzo konsekwentnie. Najdobitniej występuje ta zasada w północnej i zachodniej części miasta. Wszystkie kierunki ulic tak głównych jak i pobocznych przecinają się tu pod kątem prostym. Charakterystycznym dowodem, jak przestrzegano tej zasady, jest ulica Gołębia. Przecina się ona z ulicami Jagiellońską i Wiślną pod kątem prostym, dalej zatacza mały zakręt i przypada na środek mniej więcej ulicy Brackiej, także pod kątem prostym. Otóż powodem tego zakrętu była najprawdopodobniej powyższa zasada pogodzenia ze sobą wszystkich ulic pod kątem prostym.

Zamknięciem niejako tej całej pracy nad układem planu Krakowa, był podział miasta na cztery części czyli kwartały: na Grodzki (Castrense), Rzeźniczy (Laniorum), Sławkowski (Slavkoviense) i Garncarski (Figulorum). Podział ten przecinał całe miasto w kształcie krzyża i nie kończył się bynajmniej wraz z murami fortecznymi Krakowa, ale biegł dalej i obejmował najbliższe okolice podmiejskie, zaliczające się jeszcze do miasta.

Zrąb i zarys planu z czasów bliskiego lokacji, który wyraźnie występuje już w księgach miejskich od samego początku XIV wieku zachowało śródmieście Krakowa do naszych dni. Obwód ówczesnego miasta wskazują plantacje, założone na miejscu zniesionych murów, fos i wałów obronnych; wyjątek stanowi tylko przesunięta później, choć jeszcze w połowie XIV wieku strona południowa, miedzy ulicą Poselską a Wawelem i Stradomiem. Zmiany zaszłe w ciągu wieków następnych, stosunkowo niewiele  wpłynęły na ukształtowanie  rzutu poziomego i rozkładu miasta. Największą było dokonanie jeszcze w średnich wiekach, w kilkadziesiąt lat po lokacji, przedłużenie ul. Grodzkiej ku południowi, poza ulicę Poselską oraz włączenie do miasta, razem z tym przedłużeniem kilku nowozałożonych ulic między pierwotnem śródmieściem a Wawelem i Stradomiem; zmiany drobniejsze dotyczyły zniesienia z biegiem czasu paru przesmyków między domami, czy wąskich uliczek, w bliższych zaś już czasach otwarcia ulicy Dominikańskiej, utworzenia placu WWŚwiętych i Szczepańskiego, wreszcie rozszerzenia ulicy Grodzkiej.

__________________________________________________________________________________________________

 Akt lokacyjny miasta

 Dokument pergaminowy z 5 czerwca 1257 r., w którym Bolesław książę krakowski i sandomierski nadaje Krakowowi prawo magdeburskie, tak zwany akt lokacyjny

 

 W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego amen. Dokumentami, świadkami, sławą i widocznym znakiem czynu godzi się umocnić dzieła zasługujące na życzliwość, aby ciemnością. zapomnienia lub przeinaczeniem nie zostały zniweczone. Skoro przeto zgromadzenie ludzi, które jest i nazywa się naturalnym, czyni na ziemi sprawiedliwość, sama sprawiedliwość wszystkim jest tak mila, jak i to zgromadzenie. 
Zamierzając przeto założyć miasto w Krakowie i zgromadzić tu ludzi z rożnych stron świata, wpajamy mocno w uszy każdemu z osobna, tak współczesnym, jak i przyszłym, ze my Bolesław z bożej laski książę Krakowa i Sandomierza, razem z dostojna matką naszą Grzymislawą, i szlachetna małżonką nasza Kunegundą, miasto to zakładamy na tym samym prawie, na jakim założone zostało miasto Wrocław, tak aby nie to co tam się dzieje, lecz co według prawa i wzoru miasta Magdeburga dziać się powinno, było zmienione, aby jeśli kiedyś byłaby co do tego jakaś wątpliwość, do pisanego prawa wątpiący się odwoływali. 

Po pierwsze więc pragniemy, aby to stanowczo przestrzegane było i obiecujemy w sposób nienaruszony przestrzegać wójtom naszym Gedkowi zwanemu Stilvoyt, Jakubowi niegdyś sędziemu w Nysie i Dytmarowi zwanemu Wolk, którzy przed nami osobiście stanęli, ze żaden z mieszczan, mieszkający w tym mieście, nie będzie nam uiszczać jakiegokolwiek czynszu, ani nie powinien składać nam lub dokonywać jakiejkolwiek opłaty w ciągu sześciu lat od osób lub miejsc swoich lub należących do tego miasta, jak tyko z bud gdzie sprzedaje się sukno i z bud przekupniów, które pospolicie nazywają się cram, od których to, skoro je naszym kosztem i wysiłkiem wybudujemy – ponieważ to im obiecaliśmy – pięć części czynszu z nich wpłynie do nas, nas wyżej wymienieni wójtowie będą. dziedzicznie pobierać z nich szósta cześć; to jednak nie z mocy prawa, ale z naszej szczególnej łaski. Gdy zaś upłynie wspomnianych sześć lat, z każdej działki powinni nam płacić pół łuta srebra wagi niemieckiej zwyczajowej, jaka będzie obowiązywać w momencie płacenia. 

Co do pomieszczeń rzeźników, piekarzy i szewców, to dajemy wyżej wspomnianym wójtom prawo i swobodę zatrzymywania ich dla siebie lub nadawania wieczyście według swojej woli komuś innemu tak, że posiadacze tych pomieszczeń mają być na wieki zwolnieni od wszelkiego czynszu. Gdy zaś upłyną lata wolnizny, wójtowie otrzymają w tym mieście wieczyście i swobodnie co szóste dworzyszcze; to jednak mają posiadać nie z mocy prawa, lecz ze szczególnej naszej łaski. Podobnie będą posiadać swobodnie i prawem dziedzicznym inne dworzyszcze za miastem, gdzie będzie się dokonywać uboju bydła. Przyzwalamy także i obiecujemy stanowczo przestrzegać, że wyżej wspomniani wójtowie swobodnie po wieczne czasy będą przewozili swoje towary i sami będą przechodzili przez cale nasze władztwo i księstwo bez jakiegokolwiek poboru opłaty i cła; inni zaś mieszkańcy tego miasta niech się cieszą taka wolnością przez lat dziesięć. 

Obiecujemy także tym wójtom i wszystkim mieszczanom, ze nie ustanowimy nad nimi żadnego wójta, ani specjalnego ani generalnego, lecz gdyby wyniknęła jakąś sprawa, która wymagałaby rozstrzygnięcia wyższego sadu, wówczas albo osobiście będziemy w niej uczestniczyć, albo wyślemy kogoś z naszej strony tyko dla zakończenia tej jednej sprawy. Aby mieli tereny pod orkę, na pastwiska i inne potrzeby, chcemy i nadajemy temu miastu prawem dziedzicznym wieś, którą pospolicie nazywa się Rybitwy z wszystkimi jej przynależnościami, z wyjątkiem jedynie jezior, następnie z całym terytorium, które znajduje się miedzy miastem i rzeka Prądnik poprzez bagno od wyżej wspomnianej wsi Rybitwy aż do wsi zwanej Krowodrza tak, ze winna zawierać się tu i sama wieś Krowodrza wraz z jej przynależnościami, przy zachowaniu jednak prawa biskupiego tak co do ziemi i młynów, jak tez wyżej wymienionej rzeki. Na tej też rzece nadajemy wójtom lub tym, którym oni przekażą, dwa nasze młyny oraz trzeci, który należał niegdyś do braci z Miechowa i czwarty, który byt zakonników z Jędrzejowa, a jeśliby mogli zbudować na tej rzece większa ilość młynów, wszakże bez szkody i krzywdy innych, dajemy im prawem dziedzicznym te władze tak, że od każdego koła, już istniejących i przyszłych młynów, są obowiązani nam płacić rocznie wiardunek srebra obecnie używanego. Nadajemy także miastu prawo korzystania z rzeki Wisty po obu jej brzegach od granic Zwierzyńca aż do granic klasztoru w Mogile tak, że każdy może w niej swobodnie łowić ryby a wyżej wymienieni wójtowie mogą swobodnie zbudować trzy młyny, posiadać je prawem dziedzicznym bez jakiejkolwiek opłaty, z tym mianowicie wyjątkiem, że są zobowiązani mieć zboże na potrzeby naszego spożycia, gdy będziemy w mieście lub do trzech mili koło niego. Jeśli zaś ktoś na tym odcinku rzeki chciałby zbudować więcej młynów, może to uczynić za zgodą i wolą wójtów, tak jednak, aby obowiązany był płacić rocznie od każdego koła pół grzywny użytkowego srebra. Przytaczamy wieczyście na powszechny użytek tego miasta cały las, który pospolicie nazywa się Chwacymech (Facimiech) położony w wyższej części Wisły. 

Nadajemy także wspomnianym wójtom prawem dziedzicznego posiadania 30 łanów frankońskich wolnych od wszelkiej opłaty i posługi, od wszelkiego prawa książęcego i jakiegokolwiek czynszu. Ponieważ według prawa pożywający powinien stawać przed sądem właściwym dla pozwanego, zarządzamy i chcemy, aby jeśli zdarzy się jakiemuś mieszczaninowi tegoż miasta oskarżyć Polaka diecezji krakowskiej, będzie dochodził swego prawa przed sędzią polskim i przeciwnie, jeśli Polak pociągnie mieszczanina do rozprawy, wójtowie ogłoszą w tej sprawie i wyrok, i rozstrzygną spór. Obiecali nam ci wójtowie, ze nie uczynią swoim współmieszczaninem żadnego przypisańca naszego, Kościoła lub czyjegokolwiek, a także wolnego Polaka, który aż dotąd mieszkał na wsi, aby nie wyludniały się wiejskie folwarki nasze, biskupie, kanoników lub innych. Pozwalamy również wieczyście tymże wójtom i wszystkim mieszkańcom miasta, tak obecnym jak i przyszłym i ich dziedzicom, aby także po upływie wolnizny żaden z nich nie udawał się ani nie wysyłał kogo innego do walki z kimkolwiek lub do stawienia oporu komukolwiek poza naszym księstwem krakowskim w jego granicach, jakie obecnie posiadamy lub później — gdy Bóg pozwoli — posiądziemy. 

Chcemy także i ten postawiony miastu warunek ogłaszamy, ze mincerze, jacybykolwiek byli, maja wieczyście, w całości i bez żadnego umniejszania płacić dziesięcinę z mennicy panu Prandocie biskupowi krakowskiemu i jego następcom, na rzecz Kościoła krakowskiego, bez żadnego utrudnienia i bez napominania z naszej strony, tak, że jeśli ktoś przeszkadzałby tej zapłacie lub ją opóźniał, biskup może go przymusić karą kościelną, stosownie do terminów płacenia nam i naszym dziedzicom dziesięciny. 

To wszystko razem i pojedynczo przyrzekliśmy, przekazaliśmy i nadaliśmy wieczyście wójtom i ich dziedzicom, a także miastu i mieszczanom oraz ich następcom, aby było na wieki niezłomnie przestrzegane przez nas i naszych spadkobierców. Żadnemu w ogóle człowiekowi nie wolno się przeciwstawić lub z bezczelna, zuchwałością ten dokument naszego zezwolenia, nadania i przyrzeczenia złamać, jeżeli zaś ktoś ośmieliłby się go naruszyć, niech wie, że podpadnie pod gniew Boga Wszechmogącego, Świętych męczenników: Stanisława i Wojciecha, a także i nasz. Aby to wszystko otrzymało wieczysta, moc, nakazaliśmy niniejszym zawieszenie pieczęci naszej i czcigodnego ojca naszego wspomnianego już Prandoty z bożej łaski biskupa krakowskiego i kapituły tegoż Kościoła oraz pieczecie naszych baronów: komesa Adama kasztelana krakowskiego, a także Mikołaja wojewody krakowskiego. Działo się roku Wcielenia Pańskiego 1257 w nony czerwca [5 VI] na wiecu koło wsi, która pospolicie nazywa się Kopernia, w obecności: czcigodnego w Chrystusie ojca naszego wspomnianego Prandoty biskupa krakowskiego i wyżej wymienionego Adama kasztelana krakowskiego, Pełki kanclerza naszego/ wymienionego komesa Mikołaja wojewody krakowskiego, komesa Jana sędziego sandomierskiego, komesa Mikołaja sędziego krakowskiego, komesa Warsza stolnika sandomierskiego, Lassoty prepozyta skalbmierskiego, Twardosława podkanclerzego naszego dworu. 

(5 czerwca 1257, Bolesław Wstydliwy)

(Tłumaczenie: Bożena Wyrozumska)

A to oryginalny tekst aktu.


In nomine Patris et Filii et Spiritus Sancti amen. Res favorabiles instrumentis et testibus, fama et facti evidencia vallari condecet et muniri, ne oblivionis nubilo seu calumpnia valeant offuscari. Cum igitur congregacio hominum, que naturalis est et dicitur, in terns iusticiam fecerit, sicut iusticia ipsa est omnibus favorabilis, et ipsa congregacio pari vice. Intendentes ergo locare civitatem in Cracovia et homines inibi de diversis climatibus congregare, inculcamus auribus singulorum, tarn presencium, quam futurorum, quod nos Bolezlaus Dei gracia dux Cracovie et Sandomirie una cum illustri matre nostra Grimizlaua et generosa nostra coniuge Cunegundi, eo iure earn locamus, quo Wratizlauiensis civitas est locata, ut non quod ibi fit, sed quod ad Magydburgensis civitatis ius et formam fieri debeat advertatur, ut si quando de hoc dubitatum fuerit, ad ius scriptum a dubitantibus recurratur.
In primis igitur hoc firmiter observari volumus et advocatis nostris Gedconi dicto Stilvoyt, Jacobo quondam iudici de Nyza et Dethmaro dicto Wolk in nostra presencia personaliter astantibus inviolabiliter promittimus observandum, quod omnes cives in ipsa civitate habitantes infra sex annorum spacium nullum censum vel aliquam exactionem nobis dare vel facere debeant de personis vel locis suis vel eidem civitati pertinentibus, nisi de cameris ubi panni vendentur et de cameris institorum, que cram vulgariter appellantur, de quibus postquam eas nostris sumptibus et laboribus edificaverimus, quia et hoc eis promisimus, quinque partes census ad nos devenient earumdem, advocati vero predicti sextam partem hereditarie percipient in eisdem; hoc tamen non ex iure, sed ex nostra gracia speciali. Postquam vero transacti fuerint VI anni predicti, de qualibet area tenebuntur nobis solvere dimidium lottum ponderis Theutonici argenti tune cum solvendum fuerit usualis. De carnificum tamen et pistorum et calcipariorum stacionibus ius et potestatem liberam dictis conferimus advocatis sibi retinendi vel aliis pro ipsorum libitu perpetualiter conferendi, ita quod possessores dictarum stacionum ab omni censu sint imperpetuum absoluti. Advocati vero in ipsa civitate, finita libertate, sextam curiam de omnibus perpetualiter et libere optinebunt; non quod hoc ex iure, sed ex nostra possideant gracia speciali. Similiter curiam aliam extra civitatem, ubi peccora mactabuntur, libere et iure hereditario possidebunt.
Concedimus eciam et promittimus inviolabiliter observare, quod advocati sepedicti libere sine omni exactione et theloneo nostro perpetualiter et merces suas devehent et transibunt per universum nostrum dominium et ducatus, alii vero inhabitatores eiusdem civitatis per decem annos de eadem gaudeant libertate.
Promittimus eciam eisdem advocatis et civibus universis, quod nullum eis preficiemus advocatum, nee specialem, nee generalem, sed cum aliquod negocium emerserit, quod maioris inquisicione indigeat, vel intererimus, vel aliquem de nostro latere pro eodem tantummodo finiendo negocio transmittemus. Volumus eciam et concedimus civitati iam dicte, ut pro aratura et pascuis et aliis usibus habeant iure hereditario villam, que communiter Ribitwi appellatur, cum omnibus eiusdem ville pertinenciis, exceptis dumtaxat lacubus, item cum toto territorio, quod est inter civitatem et fluvium Prudnyk per gyrum a villa supradicta Ribitwi usque in villam nomine Crowodram ita, quod et ipsa villa Crowodra cum suis pertinenciis includatur, salvo tamen iure episcopali tarn in terris et molendinis, quam fluvio supradicto. In eodem eciam fluvio concedimus advocatis, vel quibus ipsi contulerint, duo nostra molendina et tercium, quod olim fuit fratrum de Mechowia, necnon quartum, quod fuit de Andreow monachorum, et si plura in eodem fluvio molendina sine aliorum tamen nocumento et preiudicio edificare poterint, earn eis iure hereditario concedimus potestatem ita, quod de qualibet rota tarn presencium quam futurorum molendinorum fertonem usualis nunc argenti nobis annuatim persolvere teneantur.
Usum eciam Wysle fluvii cum ripa utraque a terminis Swerincie usque ad terminus claustri de Mogyla civitati conferimus ita, quod in eo quilibet piscari valeat libere et sepedicti advocati tria molendina construere libere et ab omni solucione iureque hereditario possidere, excepto eo dumtaxat, quod annonam pro nostris expensis in eadem civitate vel prope ipsam, presertim ad tria miliaria consumendis, molere teneantur. Si qui vero in dicti spacio fluvii plura edificare voluerint molendina, de voluntate advocatorum sibi liceat et assensu, ita tamen, ut dimidiam marcam usualis argenti nobis solvere annuatim de rota qualibet teneantur.
Applicamus eciam in perpetuum usibis eiusdem civitatis omnibus silvam totam in superiori parte Wisle, que Chwacymech vulgariter appellatur.
Conferimus eciam dictis advocatis triginta mansos Franconicos liberos ab omni solucione et servicio et omni iure ducali et quolibet censu iure hereditario possidendos.
Et quia iuris est, ut actor forum rei sequi debeat, ordinamus et volumus, ut cum aliquem civem dicte civitatis querelari contigerit de Polono Cracoviensis dyocesis, ius suum coram Polono iudice prosequatur, e converso si Polonus civem in causam traxerit, hanc advocati et exsequantur sentenciam et dirimant questionem.
Hoc eciam nobis iidem advocati promiserunt, quod nullum ascripticium nostrum vel ecclesie seu cuiuscumque alterius vel eciam Polonum liberum, qui in rure hactenus habitavit, faciant suum concivem, ne hac occasione nostra vel episcopalia aut canonicorum vel aliorum predia ruralia desolentur.
Hoc eciam eisdem advocatis et omnibus habitatoribus civitatis eiusdem presentibus et futuris et eorum heredibus in perpetuum concedimus eciam post finitam libertatem, ut nullus eorum vadat vel mittat ad impugnandum aliquem, vel ad resistendum alicui extra ducatum Cracovie secundum terminos eiusdem ducatus, quos nunc possidemus vel postmodum possidebimus dante Deo.
Volumus eciam et hanc iniectam condicionem ipsi civitati declaramus, ut monetarii, quicumque fuerint, domino Prandote episcopo Cracouiensi et eius successoribus perpetuo nomine Cracouiensis Ecclesie sine omni difficultate et nobis irrequisitis persolvant integraliter ac sine diminucione decimam de moneta, ut si quis hanc solucionem impediverit vel retardaverit, possit eum episcopus censura ecclesiastica cohercere, secundum terminos novem parcium nobis vel nostris successoribus solvendarum.
Hec omnia et singula promisimus, concessimus et donavimus advocatis et eorum heredibus imperpetuum, item civibus et civitati et eorum successoribus a nobis et nostris succedaneis imperpetuum inviolabiliter observanda. Nulli ergo omnino hominum liceat hanc nostre concessionis, donacionis et promissionis paginam infringere vel ei ausu temerario contraire. Si quis autem hec attemptare presumpserit, indignacionem Dei Omnipotentis et beatorum martirum Stanyzlai et Wencezlai et nostram se noverit incursurum. Ut autem hec omnia robur perpetuum optineant, presentibus nostrum sigillum et vene rabilis patris nostri iam dicti Prandote Dei gracia Cracoviensis episcopi et capituli eiusdem Ecclesie nostrorumque baronum: comitis Ade castellani necnon comitis Nicolai palathini Cracoviensis, duximus appendenda. Acta sunt hec in colloquio iuxta villam, que Coporina vulgariter apellatur, anno Incarnacionis Domini MoCCoLoVIIo, nonas iunii. Presentibus: venerabili in Christo patre nostro sepedicto Prandota episcopo Cracoviensi et prefato comite Adam castellano Cracoviensi, Fulcone cancellario nostro, dicto comite Nicolao palathino Cracoviensi, comite Johanne iudice Sandomiriensi, comite Nicolao iudice Cracoviensi, comite Warsone dapifero Sandomiriensi, Lassota preposito Scarbimiriensi, Twardozlao subcancellario nostre curie.

 

Zastanówmy się teraz nad tem uposażeniem miasta Krakowa. A naprzód chodzi o wieś Rybitwy. Taka wieś nie istnieje dziś nigdzie w najbliższem sąsiedztwie miasta Krakowa. Istnieje tylko wieś Rybaki, ale na przeciwległym, to jest na prawym brzegu Wisły; od Krowodrzy przedziela nie tylko Wisła ale i Czarnawieś, która nie należała do uposażenia miasta Krakowa na prawie niemieckiem, gdy tymczasem cały obszar położony między Rybitwami a Krowodrzą został miastu nadany. Z tego wynika, że wieś owa, dawna wieś Rybitwy a dzisiejsze Rybaki, nie są miejscowościami identycznemi. W takim razie wieś Rybitwy, której nazwa już sama wskazuje, te musiała leżeć nad Wisłą, musiała być chyba położona po wschodniej stronie miasta. Dziś leży wprawdzie po wschodniej stronie miasta wieś Rybitwy, ale po prawym brzegu Wisły i tak daleko, że ją od Krowodrzy kilka wsi przedziela, które do dawnej lokacyi miasta Krakowa nie należały. Gdy zaś wedle przywileju lokacyjnego cały obszar położony pomiędzy miastem a rzeką Prądnik z jednej, oraz Rybitwami a Krowodrzą z drugiej strony, do miasta miał należeć, przeto ta wieś Rybitwy nie mogła leżeć gdzie indziej, jak po stronie wschodniej miasta Krakowa, przy uściu rzeki Prądnik do Wisły.

 Co do lasu Chwacimiechu niepodobna dziś napewno oznaczyć gdzie on leżał. Wydawca kodeksu dyplomatycznego miejskiego objaśnił, iż to ma być wieś Facimiech, położona dziś w obwodzie wadowickim, pow. skawińskim. To objaśnienie nie jest trafne, raz że wieś Facimiech leży zbyt daleko od Krakowa, iżby do jurysdykcyi miejskiej mogła należeć, powtóre, że ta wieś za czasów Bolesława Leszkowicza leżała w księstwie zatorskiem, gdzie Bolesław Leszkowicz żadnych praw nie miał. Gdy zaś i klasztor zwierzyniecki miał sobie nadaną część lasu tego, tedy ten las Facimiech musiał prawdopodobnie leżeć między Zwierzyńcem a Tyńcem, po prawym lub po lewym brzegu rzeki Wisły.

 Najtrudniejszą atoli do rozwiązania jest kwestya, gdzie leżały owe 30 łanów frankońskich, o których przywilej Bolesława Leszkowicza z r. 1257 wspomina. Zwracamy przytem uwagę, iż o tych 30 łanach frankońskich ani przywilej Władysława Łokietka z r. 1306 ani żaden inny przywilej królewski nie wspomina. 30 łanów frankońskich to bezmała 1300 morgów, taki zaś olbrzymi obszar nie mógł zginąć bez śladu. Mógłby wprawdzie ten obszar, jako uposażenie wójtów, uledz konfiskacie po buncie z r. 1312, ale w takim razie w przywileju z r. 1306, uprzedzającym ten bunt, winien się znaleść wymienionym, a mimoto wymienionego go nie ma. Rozstrzygnąć tej kwestyi na razie nie jesteśmy w stanie; chyba gdybyśmy przypuścili, że gdy w przywileju bolesławowskim nie jest powiedziane, gdzie owe 30 łanów frankiońskich leżą, jest prawdopodobnem, że w chwili wystawienia przywileju owe 30 łanów jeszcze wójtom nie zostały oddane i miały być oddane dopiero później, co wszakże nie nastąpiło.

 Inna trudność do rozwiązania polega w tem, że skoro już w roku 1228 spotykamy Piotra sołtysa krakowskiego, a w roku 1240 innego sołtysa krakowskiego Salomona, urząd zaś sołtysa, jako polegający na wykonywaniu sądownictwa z prawem egzekucyj nie mógł żadną miarą polegać na uzurpacyi, lecz chyba tylko na przywileju monarszym; gdy nadto w przywileju Bolesława Leszkowicza, wydanym dla Podolińca r. 1244 jest wyraźnie wspomniany postępek prawny niemiecki krakowski, prawo zaś niemieckie jako cudzoziemskie nie mogło być również w żadnej miejscowości polskiej bez przywileju monarszego stosowane; przeto zachodzi słuszne podejrzenie, że przed lokacyą miasta Krakowa na prawie niemieckiem w r. 1257, gmina niemiecka w Krakowie musiała już mieć dawniejszy przywilej książęcy, może Leszka Białego, zastrzegający jej używanie swego własnego prawa niemieckiego, oraz ustanawiania swoich własnych sołtysów, któryto przywilej następnie po wydaniu przywileju z r. 1257 skasowany i wycofany został.

Kilka słów o terytoryum miejskiem, jak się w różnych przedstawia czasach. Przywilej lokacyjny z r. 1257 oraz zatwierdzenie onego z r. 1306 przysądza miastu Krowodrzę, młyny na Prądniku i Rybitwy, tymczasem wedle przytoczonego na przywilejach opartego świadectwa Długosz; Krowodrza i młyny na Prądniku należały do szpitala św. Krzyża, Rybitwy zaś roku 1294 należą do klasztoru mogilskiego (w 1382 roku wieś Rybitwy należy do rodu Bogoryów, który ją odsprzedaje klasztorowi). Podobnież las Chwacimiech w górze Wisły dla miasta przeznaczony, w roku 1234 należy do klasztoru Norbertanek na Zwierzyńcu. Ta sprzeczność pozorna w ten się tylko jeden sposób da wytłumaczyć, jeśli przypuścimy, że w jednej i tejże samej miejscowości, jak n. p. w Krowodrzy lub Rybitwach, jedne grunta należały do księcia, i te nadane zostały miastu Krakowu, inne zaś miały innych właścicieli. Podobne zjawisko posiadania jednej miejscowości równocześnie przez różnych właścicieli należy w wiekach średnich do bardzo pospolitych zjawisk.

 Tak samo mogła się mieć rzecz z młynami, których i na Prądniku i na Rudawie mogło być więcej. Z tych młynów jeden na Prądniku posiada niejaki Engelhard w r. 1314 i tegoż roku sprzedaje go Hermanowi z Nowej góry. W roku 1311 spotykamy wspomnienie młyna na Rudawie przy cmentarzu Żydowskim. W r. 1303 pomiędzy św. Mikołajem a młynem na Piasku (przez Piasek rozumieć tu należy, nie dzisiejsze przedmieście Krakowa na zachód położone, dawniej Garbarami zwane, ale wioskę Piaski, pod samym Krakowem po stronie wschodniej za kościołem św. Mikołaja) ciągną się ogrody; w r, 1317 występuje już wyraźnie młyn pod św. Mikołajem na Wiśle. W roku 1361 występuje młyn Gierłacha jeden z młynów przywilejem z r. 1327 przez Władysława Łokietka z dziedzicznem prawem do trzeciej ich części nadanych.  Miasto z bliska otoczone jest młynami i jurysdykami królewskiemi, do których należy Kleparz, Czarna wieś, Czarna ulica, oraz. mieszkańcy Powiśla aż do Zwierzyńca.

 Granice terrytoryum miejskiego określa przywilej z r. 1358 pastwiskami ku Zwierzyńcowi, stąd aż do Prądnika około pól Jana Amyleja, następnie pastwiskami ku Czyżynom aż do Wisły. Wyjęte są pola należące do św. Ducha (szpitala św. Krzyża). O pastwiskach ku Zwierzyńcowi godzi się miasto z klasztorem dnia 13 kwietnia 1366 w Krakowie, ustępując mu dom w mieście, trzy grzywny polskie rocznie i dozwalając mu spólnej paszy. Dopiero 13 stycznia 1363 sprzedaje Kazimirz W. miastu Czarną wieś, Czarną ulicę i Podbrzezie pod bramą szewską za 100 grzywien praskich; wyrok zaś wydany dnia 19 kwietnia 1375 r. przez Jana Mielsztyńskiego kasztelana krakowskiego „w komnacie domu jego na piątrze, przystrojonej w tarcze i klejnoty herbowe", odsądza klasztor zwierzyniecki od praw do pastwisk pomiędzy miastem a Zwierzyńcem położonych. Roku 1388 nabywa miasto od Katarzyny, wdowy po Hanku Wołku, kamieniołom na Krzemionkach; tegoż roku sprzedają miastu Piotr i Jan, synowie Jana Borka, stolnika sandomirskiego, wolną od książęcych angaryów wieś Grzegorzkowice, za kościołem św. Mikołaja położoną, zabezpieczając miasto przed możliwemi pretensyami Krzczona (Krystyna) Koziegłowskiego i Piotra Kościenia. W roku 1389 nabywa miasto od klasztoru mogilskiego wieś Dąbie, w r. 1395 traci na zasadzie wyroku sądowego Spytka z Dzietrzychowic, sędziego grodzkiego krakowskiego, pastwisko między rzeką Prądnikiem a drogą do Słomnik wiodącą położone, na rzecz szpitala św. Ducha.

 Nie było więc bogatem uposażenie miasta Krakowa, a i to, jakie posiadało, zdobyte być musiało pieniędzmi i prawniczemi zachodami. Otaczał je, jak widzimy z księgi najstarszej, cały krąg ogrodów za murami położonych, pod św. Idzim, pod kościołem św. Mikołaja i bramą Rzeźniczą, przed bramą Sławkowską, za Rudawą pod cmentarzem żydowskim, nad Wisłą i pod szpitalem trędowatych przy św. Leonardzie na Kazimirzu. Fosą dokoła miasta płynęła Rudawa a za nią wznosiły się mury z bramami, biegnące zrazu poza kościół Franciszkanów, WW. Świętych i Dominikanów, jako granica od Nowego miasta w Okole, następnie przedłużone do końca grodzkiej ulicy, gdzie stanęła brama Grodzka. W najstarszej księdze znajdujemy bramy: Floryańską , Sławkowską, św. Szczepana, Szewską,  Wiślną, św. Mikołaja czyli Rzeźniczą; w rachunkach pod koniec XIV wieku furtkę Żydowską, furtkę Dymitra, bramę Nową. Zwodzone mosty wiodły z bram przez fosy.