Początki miasta

Czy Kraków średniowieczny co do ulic i ukształtowania placów bardzo był odmienny od dzisiejszego?

Chcąc na to pytanie odpowiedzieć, trzeba rozróżnić kilka epok. Lokacja Krakowa w r 1257 na prawie niemieckim nie była początkiem jego ani jako miasta, ani tym mniej jako osady. Osada istniała już przedtem od kilku wieków i co do znaczenia mogła być uważana jako miasto prawdopodobnie na długo przed napadem Mongołów 1241 r. – wszelako co do jej pierwotnego wyglądu nie mamy żadnych wiadomości, możemy tylko snuć domysły i przypuszczenia. Zapewne nie była regularnie zbudowana i rozłożona, a musiała składać się przeważnie z budynków drewnianych, skoro napad ten i wywołany przezeń pożar, mógł ją tak doszczętnie zniszczyć, że okazała się potrzeba założenia jej jako miasto na nowo, tudzież przesunięcia częściowo na nowe miejsce.

Owo przedlokacyjne miasto, jak z różnych poszlak wznosić należy, wąskim pasmem wydłużone, zajmowało grzbiet łańcucha wyniosłości, wzniesionych nad okoliczne moczary, i ciągnęło się zapewne wzdłuż drogi, która prowadziła od północy ku południowi, od wyżyny kleparskiej ku Wiśle i pagórkom Lasoty po drugiej stronie rzeki. Ślady jej znaczyły, jak sądzić wolno, najstarsze kościoły, jedyne świadki i słupy drogowe z epoki przedlokacyjnej.
Za takie drogowskazy uważamy (w początkowym ich założeniu) kościoły: św. Florjana, św. Jana, N.P.Maryi, św. Wojciecha, dominikanów czyli św. Trójcy, WWŚwiętych (zburzony, pomiędzy ul. Grodzką a Magistratem), św. Marcina (dziś zbór ewangelików), św. Andrzeja i św. Idziego. Blisko tej drogi leżały: Wawel i Skałka tworzące osobne osady, a naprost południowego jej końca wznosił się opodal również przedlokacyjny kościółek św.  Benedykta na wzgórzu Lasoty czyli Krzemionek. Być może, iż także i grupy budynków, skupiających się dookoła wyżej wyliczonych kościołów, nie stanowiły jednolitej całości, nieprzerwanego ciągu siedzib ludzkich, lecz były szeregiem osad oddzielonych od siebie nizinami i bagnami. Wiemy np. że za Łokietka jeszcze Kraków właściwy od południa kończył się w okolicy klasztorów dominikanów i franciszkanów, poza którymi wówczas dopiero powstaje i zabudowuje się „nova civitas in Okol”, obejmując także starą, wśród wilgotnych nizin, oazę kościoła św. Andrzeja i łącząc z Krakowem Wawel.

Wyrównywanie nierówności terenu, osuszanie bagnistych miedzy wzgórzami przedziałów, ułatwiło zbliżanie się niejako do siebie tych pojedynczych grup i osad, rozszerzenie się ich granic; ale pamiątką ich pierwotnej odrębności były nie tylko nazwy, lecz i autonomia gminna kilku z nich, która przetrwała bardzo długo; wszak np. Kazimierz i Kleparz za osobne miasta były uważane i aż do końca XVIII w. samodzielnie się rządziły.

Pierwotnie więc miasto przedstawiało kształt wydłużony a wąski, rodzaj ulicy, czy drogi, miejscami więcej, miejscami mniej zabudowanej, albo i całkiem niezabudowanej, gdzieniegdzie odstępującej od kierunku prostego, zaginającej się to w tę to w ową stronę, za zboczeniami od linii prostej grzbietu wyżyny suchszej od nizin okolicznych; ulicy, posiadającej w dodatku kilka odnóg bocznych.

Tę pierwotną fizjognomię Krakowa zmieniła lokacja w 1257 r. Nastąpiła ona po spustoszeniu przez Mongołów, które go niemal zmiotło z powierzchni ziemi. Prócz kościoła św. Andrzeja ostało się wówczas, i to tylko częściowo, zaledwie kilka budynków kościelnych, jako murowanych. Lokacja ta była początkiem uporządkowania miasta, zwłaszcza jego skupienia i zaokrąglenia. Dawniejsze wydłużenie nie odpowiadało zasadom zabudowania miast niemieckich, które sobie za wzór obrano, prócz tego utrudniało obronność. Twierdzą murem obwiedzioną został wprawdzie Kraków dopiero za Leszka Czarnego i Wacława, a więc nie na długo przed r. 1300 i nieco po tej dacie, lecz kształt zwarty, zaokrąglony i obwarowanie tymczasowe fosami i ostrokołami nadano mu w tej już myśli może wcześniej, za Bolesława Wstydliwego. Już wtedy, a przynajmniej jeszcze przed końcem XIII wieku zaznaczyła się celowa działalność inżynierów, którzy dźwigającemu się po klęsce miastu, nakreślili plan dziwnie regularny.

Pierwotny plan Krakowa przypominał formą nieregularne koło. Wewnętrzne zaś rozplanowanie miasta miało układ symetryczno-centralny. Środek miasta tworzy Rynek, prawie kwadratowy. Z każdego jego boku wybiegają po trzy ulice zawsze niemal pod kątem prostym a co ważniejsze, że przecinają boki rynku w równych oddaleniach – to jest w środku i przy końcach, wskutek czego kierunki środkowych ulic: Szewskiej i Siennej, Brackiej i św. Jana – jako leżące na osi – przecinały się niemal w geometrycznym środku Rynku. Inne znowu, skrajne, jak ulica Wiślna i Sławkowska, Szczepańska i Mikołajska leżały na jednej linii. Drobnem odstępstwem od zasady, jaką się kierowano przy wykreślaniu planu Rynku, jest wschodni bok placu, który przecinają dwie ulice tj. Mikołajska i Sienna, trzeciej zaś brak. Następnie wszystkie ulice, wybiegające z Rynku – z wyjątkiem ulicy Brackiej, dochodzą do plantacyi i co druga z nich kończyła się niegdyś bramą forteczną. czyli na jedenaście ulic aż sześć miało bramy, zapisane już w pierwszych latach XIV wieku. Obok tych głównych ulic istniały jeszcze poboczne. Przecinały one pierwsze również pod kątem prostym i nazywały się przecznice. Nazwa ta utrzymała się w ustach ogółu aż po dzisiejsze czasy.

Tak przedstawia się plan Krakowa na pierwszy rzut oka jednak w praktycznem zastosowaniu jest szereg odstępstw spowodowanych lokalnymi warunkami terenu lub też drogami czy budowlami, pochodzącymi z wcześniejszych czasów, z któremi nowy plan musiał się liczyć a w niejednym przypadku do nich stosować. Tak na przykład forma Rynku, zbliżona bardzo do kwadratu, odstępuje w południowo-wschodnim rogu od tej zasady i poszerzając lekko swe boki przyjmuje skośny kierunek ulicy Grodzkiej. Powodem tego była naprzód starsze pochodzenie tejże ulicy, a następnie mała wyniosłość czy wzgórze, na jakim stał kościół św. Wojciecha.

Wschodni bok Rynku przedstawia najwięcej odstępstw od powyższych zasad. I tak brak tu trzeciej ulicy. Jest Mikołajska i Sienna, trzeciej przeciwległej ulicy św. Anny nie można było przeprowadzić gdyż nie pozwalała na to obszerna posesja klasztoru Dominikanów, która była własnością nienaruszalną. Także ulica Bracka, jedyna ze wszystkich, nie dochodziła do murów fortecznych miasta ale charakterystycznym zakrętem skierowana była celowo na bramę kościoła Franciszkanów.

Warto zwrócić jeszcze uwagę na bardzo znamienne rozmieszczenie bram fortecznych, wiodących do miasta. Zasada zamykania brama każdej drugiej ulicy wystąpiła tu wcale dobitnie, chociaż zaszło przy tem pewne odstępstwo. Zaczynając od południa następujące ulice kończyły się bramami: Grodzka, Wiślna, Szewska, Sławkowska, Floryańska; nie miały ich: Bracka, św. Anny, Szczepańska i św. Jana a zatem co dwa przeciwległe sobie boki Rynku, jak wschodni i zachodni, są pod tym względem jednakowo ukształtowane: bramy forteczne w nich wypadają na ulice środkowe, to jest Szewską i Sienną, zaś ulice skrajne tym razem nie maja bram. Tu jednak zachodzi pewne zaprzeczenie tej zasady. Mianowicie ulicę Mikołajską zamyka brama, przy czem ta ulica w ostatniej części jest silnie załamana i w półkole wygięta. Czyli jest tu odstępstwo podwójne, raz co do bramy, powtóre co do załamania kierunku osi. Wszystkie ulice wybiegające z Rynku, z wyjątkiem Brackiej, miały kierunek prostolinijny tak, że już z Rynku można było widzieć bramy i mury forteczne. Kierunek zaś ulicy Mikołajskiej wypadał na środek wzgórka, na którym stał "Gródek" i dlatego nie mogąc go przeciąć musiała go okrążyć w półkole, postępując już śladem dawnej drogi wcześniejszej, skierowanej w stronę pobliskiego kościoła św. Mikołaja i dalszego klasztoru mogilskiego. A więc warunkami terenu i istnieniem wcześniejszych dróg, które już zastała lokacya, zostało spowodowane to wykroczenie przeciw zasadzie zamykania bramą każdej drugiej ulicy.

Bardziej konsekwentnie występuje ta zasada w drugiej parze boków tj. południowym i północnym. Tu bramy wypadają – w przeciwieństwie do poprzedniej pary boków – nie na środkowe ulice, ale na skrajne, czyli po dwie w każdym boku: na Grodzką i Wiślną, na Sławkowską i Floryańską. Powyżej już zauważyłem, że wszystkie ulice, wybiegające z Rynku, dochodziły do murów fortecznych, na miejscu których powstały potem w ubiegłym stuleciu plantacye. Otóż patrząc na dzisiejsze zakończenie ulicy św. Jana przez piękny kościół OO. Pijarów – mógłby mi ktoś zarzucić brak ścisłości. Dlatego zaznaczam, że wspomniany kościół powstał znacznie później, bo w XVIII w. a pierwotnie ulica ta dobiegała murów miejskich, do których przyczepiony był szereg biednych lepianek, bud i małych domków. Ich miejsce później w XVII wieku rozszerzywszy znacznie w stronę Rynku swe parcele zajęła potem posesya zakonu pijarskiego.

Jeszcze ciekawszą i zastanowienia godną jest zasada podziału boków Rynku na jednakową ilość parcel budowlanych. Przeprowadzono ją bardzo konsekwentnie w trzech bokach placu, a ponieważ zaś każdy bok przecięty jest ulicami na dwie części, powstało zatem aż sześć połówek, podzielonych na jednakowa ilość parcel. Czwarty bok Rynku po wschodniej stronie razem z kościołem Maryackim, wykazujący najwięcej nieregularności i do tej zasady także się nie stosował. Zwłaszcza jego druga część, pomiędzy ulicą Sienną a Grodzką, wskutek braku trzeciej ulicy, odpowiadającej ulicy św, Anny, miała więcej parcel niż inne boki. Podstawą podziału była liczba siedem. Na siedem parcel dzielono każdą połówkę i ten podział przeprowadzono w trzech bokach czyli w sześciu połówkach.

Zasadę prostokątności przecięcia ulic przeprowadzono w układzie miasta bardzo konsekwentnie. Najdobitniej występuje ta zasada w północnej i zachodniej części miasta. Wszystkie kierunki ulic tak głównych jak i pobocznych przecinają się tu pod kątem prostym. Charakterystycznym dowodem, jak przestrzegano tej zasady, jest ulica Gołębia. Przecina się ona z ulicami Jagiellońską i Wiślną pod kątem prostym, dalej zatacza mały zakręt i przypada na środek mniej więcej ulicy Brackiej, także pod kątem prostym. Otóż powodem tego zakrętu była najprawdopodobniej powyższa zasada pogodzenia ze sobą wszystkich ulic pod kątem prostym.

Zamknięciem niejako tej całej pracy nad układem planu Krakowa, był podział miasta na cztery części czyli kwartały: na Grodzki (Castrense), Rzeźniczy (Laniorum), Sławkowski (Slavkoviense) i Garncarski (Figulorum). Podział ten przecinał całe miasto w kształcie krzyża i nie kończył się bynajmniej wraz z murami fortecznymi Krakowa, ale biegł dalej i obejmował najbliższe okolice podmiejskie, zaliczające się jeszcze do miasta.

Zrąb i zarys planu z czasów bliskiego lokacji, który wyraźnie występuje już w księgach miejskich od samego początku XIV wieku zachowało śródmieście Krakowa do naszych dni. Obwód ówczesnego miasta wskazują plantacje, założone na miejscu zniesionych murów, fos i wałów obronnych; wyjątek stanowi tylko przesunięta później, choć jeszcze w połowie XIV wieku strona południowa, miedzy ulicą Poselską a Wawelem i Stradomiem. Zmiany zaszłe w ciągu wieków następnych, stosunkowo niewiele  wpłynęły na ukształtowanie  rzutu poziomego i rozkładu miasta. Największą było dokonanie jeszcze w średnich wiekach, w kilkadziesiąt lat po lokacji, przedłużenie ul. Grodzkiej ku południowi, poza ulicę Poselską oraz włączenie do miasta, razem z tym przedłużeniem kilku nowozałożonych ulic między pierwotnem śródmieściem a Wawelem i Stradomiem; zmiany drobniejsze dotyczyły zniesienia z biegiem czasu paru przesmyków między domami, czy wąskich uliczek, w bliższych zaś już czasach otwarcia ulicy Dominikańskiej, utworzenia placu WWŚwiętych i Szczepańskiego, wreszcie rozszerzenia ulicy Grodzkiej.

__________________________________________________________________________________________________

 Akt lokacyjny miasta

 Dokument pergaminowy z 5 czerwca 1257 r., w którym Bolesław książę krakowski i sandomierski nadaje Krakowowi prawo magdeburskie, tak zwany akt lokacyjny

 

 W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego amen. Dokumentami, świadkami, sławą i widocznym znakiem czynu godzi się umocnić dzieła zasługujące na życzliwość, aby ciemnością. zapomnienia lub przeinaczeniem nie zostały zniweczone. Skoro przeto zgromadzenie ludzi, które jest i nazywa się naturalnym, czyni na ziemi sprawiedliwość, sama sprawiedliwość wszystkim jest tak mila, jak i to zgromadzenie. 
Zamierzając przeto założyć miasto w Krakowie i zgromadzić tu ludzi z rożnych stron świata, wpajamy mocno w uszy każdemu z osobna, tak współczesnym, jak i przyszłym, ze my Bolesław z bożej laski książę Krakowa i Sandomierza, razem z dostojna matką naszą Grzymislawą, i szlachetna małżonką nasza Kunegundą, miasto to zakładamy na tym samym prawie, na jakim założone zostało miasto Wrocław, tak aby nie to co tam się dzieje, lecz co według prawa i wzoru miasta Magdeburga dziać się powinno, było zmienione, aby jeśli kiedyś byłaby co do tego jakaś wątpliwość, do pisanego prawa wątpiący się odwoływali. 

Po pierwsze więc pragniemy, aby to stanowczo przestrzegane było i obiecujemy w sposób nienaruszony przestrzegać wójtom naszym Gedkowi zwanemu Stilvoyt, Jakubowi niegdyś sędziemu w Nysie i Dytmarowi zwanemu Wolk, którzy przed nami osobiście stanęli, ze żaden z mieszczan, mieszkający w tym mieście, nie będzie nam uiszczać jakiegokolwiek czynszu, ani nie powinien składać nam lub dokonywać jakiejkolwiek opłaty w ciągu sześciu lat od osób lub miejsc swoich lub należących do tego miasta, jak tyko z bud gdzie sprzedaje się sukno i z bud przekupniów, które pospolicie nazywają się cram, od których to, skoro je naszym kosztem i wysiłkiem wybudujemy – ponieważ to im obiecaliśmy – pięć części czynszu z nich wpłynie do nas, nas wyżej wymienieni wójtowie będą. dziedzicznie pobierać z nich szósta cześć; to jednak nie z mocy prawa, ale z naszej szczególnej łaski. Gdy zaś upłynie wspomnianych sześć lat, z każdej działki powinni nam płacić pół łuta srebra wagi niemieckiej zwyczajowej, jaka będzie obowiązywać w momencie płacenia. 

Co do pomieszczeń rzeźników, piekarzy i szewców, to dajemy wyżej wspomnianym wójtom prawo i swobodę zatrzymywania ich dla siebie lub nadawania wieczyście według swojej woli komuś innemu tak, że posiadacze tych pomieszczeń mają być na wieki zwolnieni od wszelkiego czynszu. Gdy zaś upłyną lata wolnizny, wójtowie otrzymają w tym mieście wieczyście i swobodnie co szóste dworzyszcze; to jednak mają posiadać nie z mocy prawa, lecz ze szczególnej naszej łaski. Podobnie będą posiadać swobodnie i prawem dziedzicznym inne dworzyszcze za miastem, gdzie będzie się dokonywać uboju bydła. Przyzwalamy także i obiecujemy stanowczo przestrzegać, że wyżej wspomniani wójtowie swobodnie po wieczne czasy będą przewozili swoje towary i sami będą przechodzili przez cale nasze władztwo i księstwo bez jakiegokolwiek poboru opłaty i cła; inni zaś mieszkańcy tego miasta niech się cieszą taka wolnością przez lat dziesięć. 

Obiecujemy także tym wójtom i wszystkim mieszczanom, ze nie ustanowimy nad nimi żadnego wójta, ani specjalnego ani generalnego, lecz gdyby wyniknęła jakąś sprawa, która wymagałaby rozstrzygnięcia wyższego sadu, wówczas albo osobiście będziemy w niej uczestniczyć, albo wyślemy kogoś z naszej strony tyko dla zakończenia tej jednej sprawy. Aby mieli tereny pod orkę, na pastwiska i inne potrzeby, chcemy i nadajemy temu miastu prawem dziedzicznym wieś, którą pospolicie nazywa się Rybitwy z wszystkimi jej przynależnościami, z wyjątkiem jedynie jezior, następnie z całym terytorium, które znajduje się miedzy miastem i rzeka Prądnik poprzez bagno od wyżej wspomnianej wsi Rybitwy aż do wsi zwanej Krowodrza tak, ze winna zawierać się tu i sama wieś Krowodrza wraz z jej przynależnościami, przy zachowaniu jednak prawa biskupiego tak co do ziemi i młynów, jak tez wyżej wymienionej rzeki. Na tej też rzece nadajemy wójtom lub tym, którym oni przekażą, dwa nasze młyny oraz trzeci, który należał niegdyś do braci z Miechowa i czwarty, który byt zakonników z Jędrzejowa, a jeśliby mogli zbudować na tej rzece większa ilość młynów, wszakże bez szkody i krzywdy innych, dajemy im prawem dziedzicznym te władze tak, że od każdego koła, już istniejących i przyszłych młynów, są obowiązani nam płacić rocznie wiardunek srebra obecnie używanego. Nadajemy także miastu prawo korzystania z rzeki Wisty po obu jej brzegach od granic Zwierzyńca aż do granic klasztoru w Mogile tak, że każdy może w niej swobodnie łowić ryby a wyżej wymienieni wójtowie mogą swobodnie zbudować trzy młyny, posiadać je prawem dziedzicznym bez jakiejkolwiek opłaty, z tym mianowicie wyjątkiem, że są zobowiązani mieć zboże na potrzeby naszego spożycia, gdy będziemy w mieście lub do trzech mili koło niego. Jeśli zaś ktoś na tym odcinku rzeki chciałby zbudować więcej młynów, może to uczynić za zgodą i wolą wójtów, tak jednak, aby obowiązany był płacić rocznie od każdego koła pół grzywny użytkowego srebra. Przytaczamy wieczyście na powszechny użytek tego miasta cały las, który pospolicie nazywa się Chwacymech (Facimiech) położony w wyższej części Wisły. 

Nadajemy także wspomnianym wójtom prawem dziedzicznego posiadania 30 łanów frankońskich wolnych od wszelkiej opłaty i posługi, od wszelkiego prawa książęcego i jakiegokolwiek czynszu. Ponieważ według prawa pożywający powinien stawać przed sądem właściwym dla pozwanego, zarządzamy i chcemy, aby jeśli zdarzy się jakiemuś mieszczaninowi tegoż miasta oskarżyć Polaka diecezji krakowskiej, będzie dochodził swego prawa przed sędzią polskim i przeciwnie, jeśli Polak pociągnie mieszczanina do rozprawy, wójtowie ogłoszą w tej sprawie i wyrok, i rozstrzygną spór. Obiecali nam ci wójtowie, ze nie uczynią swoim współmieszczaninem żadnego przypisańca naszego, Kościoła lub czyjegokolwiek, a także wolnego Polaka, który aż dotąd mieszkał na wsi, aby nie wyludniały się wiejskie folwarki nasze, biskupie, kanoników lub innych. Pozwalamy również wieczyście tymże wójtom i wszystkim mieszkańcom miasta, tak obecnym jak i przyszłym i ich dziedzicom, aby także po upływie wolnizny żaden z nich nie udawał się ani nie wysyłał kogo innego do walki z kimkolwiek lub do stawienia oporu komukolwiek poza naszym księstwem krakowskim w jego granicach, jakie obecnie posiadamy lub później — gdy Bóg pozwoli — posiądziemy. 

Chcemy także i ten postawiony miastu warunek ogłaszamy, ze mincerze, jacybykolwiek byli, maja wieczyście, w całości i bez żadnego umniejszania płacić dziesięcinę z mennicy panu Prandocie biskupowi krakowskiemu i jego następcom, na rzecz Kościoła krakowskiego, bez żadnego utrudnienia i bez napominania z naszej strony, tak, że jeśli ktoś przeszkadzałby tej zapłacie lub ją opóźniał, biskup może go przymusić karą kościelną, stosownie do terminów płacenia nam i naszym dziedzicom dziesięciny. 

To wszystko razem i pojedynczo przyrzekliśmy, przekazaliśmy i nadaliśmy wieczyście wójtom i ich dziedzicom, a także miastu i mieszczanom oraz ich następcom, aby było na wieki niezłomnie przestrzegane przez nas i naszych spadkobierców. Żadnemu w ogóle człowiekowi nie wolno się przeciwstawić lub z bezczelna, zuchwałością ten dokument naszego zezwolenia, nadania i przyrzeczenia złamać, jeżeli zaś ktoś ośmieliłby się go naruszyć, niech wie, że podpadnie pod gniew Boga Wszechmogącego, Świętych męczenników: Stanisława i Wojciecha, a także i nasz. Aby to wszystko otrzymało wieczysta, moc, nakazaliśmy niniejszym zawieszenie pieczęci naszej i czcigodnego ojca naszego wspomnianego już Prandoty z bożej łaski biskupa krakowskiego i kapituły tegoż Kościoła oraz pieczecie naszych baronów: komesa Adama kasztelana krakowskiego, a także Mikołaja wojewody krakowskiego. Działo się roku Wcielenia Pańskiego 1257 w nony czerwca [5 VI] na wiecu koło wsi, która pospolicie nazywa się Kopernia, w obecności: czcigodnego w Chrystusie ojca naszego wspomnianego Prandoty biskupa krakowskiego i wyżej wymienionego Adama kasztelana krakowskiego, Pełki kanclerza naszego/ wymienionego komesa Mikołaja wojewody krakowskiego, komesa Jana sędziego sandomierskiego, komesa Mikołaja sędziego krakowskiego, komesa Warsza stolnika sandomierskiego, Lassoty prepozyta skalbmierskiego, Twardosława podkanclerzego naszego dworu. 

(5 czerwca 1257, Bolesław Wstydliwy)